Pojęcie bliskości choć nie doczekało się szczególnie obfitej literatury absorbowało ludzi od dawna. Już żyjący w XII wieku mnich zakonu cystersów Elred z Rievaulux pisał:

Reklama

„Do dzikiego zwierzęcia można by porównać człowieka, który nie ma nikogo, z kim mógłby dzielić radość ze swego szczęścia, a smutek w nieszczęściu, któremu wyjawiłby nurtującą go myśl, z kim podzieliłby się jakimś niezwykle wzniosłym i wybitnym osiągnięciem. Jakże wielkim natomiast szczęściem, spokojem i radością napawa posiadanie kogoś, z kim odważyłbyś się rozmawiać jak z samym sobą, komu nie obawiałbyś się wyznać swoich wykroczeń, przed kim nie wstydziłbyś się opowiedzieć o swoim rozwoju duchowym, komu powierzyłbyś wszystkie tajemnice i zamiary swojego serca”

 

Bliskość, co to takiego?

 

Bliskość można definiować na dwa sposoby. Może być to bliskość, która kojarzy się z fizycznością, intymnością, cechującą się dużym poziomem namiętności, która jest charakterystyczna dla relacji damsko-męskich zwłaszcza w początkowej fazie miłości jaką jest faza zakochania. Możemy mieć także do czynienia z bliskością nie związaną z płcią i fizycznością a raczej emocjonalnością i rozważania w tym właśnie rozumieniu chciałabym poruszyć w poniższym artykule.

Reklama

 

Bliskość  to właściwość relacji, która w oderwaniu od drugiej osoby nie istnieje. Jest to cecha stopniowalna, można być z kimś mniej lub bardziej blisko. Bliskość może dotyczyć kilku osób: dzieci, rodziny, grupy przyjaciół. Polega na wzajemnym kontakcie i to kontakcie szczególnym. Kiedy bliskości nie ma jest dystans, rezerwa, zabezpieczanie się i osłanianie przed drugą osobą. Kiedy bliskość jest obecna jesteśmy w stanie dzielić się w takiej relacji swoimi autentycznymi myślami i uczuciami. Warunkiem koniecznym do jej powstania jest otwartość i zaufanie, tylko wtedy tworzy się przestrzeń do bycia w bliskim kontakcie i wymiany ważnych treści, przy czym ważność ta polega nie tyle na intymności a znaczeniu emocjonalnym. Kiedy dwie osoby maja do siebie zaufanie, tworzy się przestrzeń na odkrywanie tego, do czego trudno się przed drugą osobą przyznać. Pozwala to na ujawnienie tego, czego człowiek się boi lub wstydzi. Jeśli jest zaufanie, jest gotowość na odsłonięcie swoich uczuć i potrzeb, a także na decyzję aby być wobec drugiej osoby sobą, wraz ze swoimi trudnościami i niedoskonałościami. Nie może być to jednak wymiana jednostronna, gdyż bliskość to także zdolność do przyjęcia prawdy o drugim człowieku, o jego potrzebach i uczuciach. Bycie w tak rozumianym kontakcie jest niezwykle trudne ponieważ ujawnianie własnych uczuć w relacji wiąże się z ryzykiem odrzucenia a to budzi uzasadniony lęk.

 

Wróćmy do dzieciństwa…

 

Bliskość jest stanem przez większość ludzi mocno pożądanym, jednak rzadko osiąganym. Człowiek rodzi się z naturalną zdolnością do nawiązywania i podtrzymywania bliskich relacji. W toku życia jest jednak zwykle oduczany otwartości, zaufania i bliskości.

 

Jako dzieci kierowaliśmy swoją potrzebę bliskiego kontaktu, do któregoś z rodziców bądź do innej osoby znaczącej, która ich zastępowała. Niektóre z tych osób potrafiły reagować na potrzebę bliskości dziecka, jednak wcale nie należeli oni do większości. Wielu rodziców czy opiekunów miało swoje charakterystyczne werbalne sposoby odrzucania np.: „ryby i dzieci głosu nie mają”, „odejdź, daj mi spokój”, „przestań się mazać”, „nie histeryzuj, nie masz powodu do płaczu” a także wiele gestów i sygnałów pozawerbalnych w reakcji na potrzebę bliskości typu: obojętne wzruszenie ramionami, machnięcie ręką, odsunięcie się, niechętny wyraz twarzy. Nauczyliśmy się, że pragnienie bliskości naraża nas na odrzucenie, a ujawnienie tego pragnienia paradoksalnie powoduje zwiększenie dystansu. Tego typu reakcje pozostawiają głębokie ślady, upośledzając tym samym naturalną zdolność i potrzebę do bycia blisko. Zdarzało się, że jako dzieci byliśmy również w takich momentach zawstydzani i wyśmiewani a na pragnienie bliskości i akceptacji spotykała nas niechęć i złość. Nauczyliśmy się wtedy, że w pragnieniu bliskości jest coś nagannego, niewłaściwego, co może drażnić, że potrzeby te są bez znaczenia. Wielu z nas w związku z tym wykształciło w sobie rdzenne przekonanie, że swoją potrzebę bliskości trzeba ukrywać, nie przyznawać się do niej. Mogliśmy wówczas rozwinąć podejrzenie graniczące wręcz z pewnością, że dążenie do bliskości może przynieść rozczarowanie i zwiększyć oddalenie, bądź stać się powodem realnego odrzucenia i zranienia. Niektórzy z nas, w wyniku złych doświadczeń z dzieciństwa przestali dążyć do bliskości pokazując pozorną niezależność. Później zdarzało się im mieć kolegów, nawet przyjaciół, wchodzić w związki, także małżeńskie ale nawet wtedy pozostawali w chłodnym dystansie. Innym lęk przed bliskością nie pozwala na dłuższe pozostawanie w związku czy to przyjacielskim czy miłosnym bo naturalny proces zbliżania się w pewnym momencie wywołuje tak duży lęk, który zmusza do ucieczki.

 

Dlaczego bycie blisko jest dziś trudne?

 

Najważniejszą przeszkodą w byciu blisko jest wspomniany wcześniej lęk przed odrzuceniem i zranieniem a także:

  • Przekonania na własny temat ukształtowane w naszym rozwoju, które powstają na bazie doświadczeń z naszego życia. Może to być przekonanie o własnej nieatrakcyjności fizycznej, niezasługiwaniu na miłość/przyjaźń np. „nie jestem wart miłości”, „kto by chciał być z takim zerem jak ja”, „nie mam nic atrakcyjnego do zaoferowania”. Osobom o niskiej samoocenie wydaje się, że im bardziej się zbliżą, tym bardziej będzie widać ich felery i niedostatki. Najczęściej znajdują potwierdzenie swoich przekonań zniekształcając neutralne komunikaty, różnice zdań, niewinne żarty obracając je przeciwko sobie.
  • Wspomnienia dawnych negatywnych doświadczeń, które kształtują wyżej wymienione przekonania ale i działają jako samodzielny czynnik np.: „kiedyś powierzyłem tajemnicę przyjacielowi a on ją zdradził, nie warto więc ufać”, „kiedy mówiłam o swoich uczuciach spotykała mnie kara”.
  • Wyobrażenia o drugiej osobie to twory wyobraźni, które wydają nam się faktami i które nie maja żadnego związku z rzeczywistym nastawieniem do nas drugiej osoby np. „mówi mi tylko dobre rzeczy z uprzejmości” , „moje zwierzenia będą dla niej obciążające”. Zamiast sprawdzić pytając, najczęściej wierzymy w prawdziwość naszych wyobrażeń… Zresztą i tak trudno byłoby uwierzyć w odpowiedź nie podobną do naszych przewidywań.
  • Stereotypy czyli fałszywe twierdzenia ogólne o otaczającym nas świecie np. „baby są fałszywe”, „daj drugiemu palec, zechce całą rękę”, „mężczyźni nie rozumieją kobiet, wykorzystują je”
  • Normy społeczne czyli co się powinno a czego nie np. ”nie wolno obciążać nikogo swoimi kłopotami”, „brudy pierze się we własnym domu”. Im mocniej takie powinności były egzekwowane tym trudniej nie zwracać uwagi na wewnętrzny głos. Normy te zostały najczęściej uwewnętrznione i uznane za własne.
  • Fałszywe przekonania na temat bliskości dotyczące bezpośrednio różnych wizji bliskości, które to mogą działać destrukcyjnie np.: „bliskość oznacza zaspokojenie wszystkich moich potrzeb”, „można znaleźć pełną doskonałą bliskość tylko z jednym człowiekiem”, „gdy jesteśmy blisko, druga osoba powinna sama się domyślić czego potrzebuje”, „bliskość wymaga ciężkiej pracy na rzecz relacji”, albo przeciwnie „bliskość powstaje sama, siłą własnego rozpędu” , „konflikty i złość świadczą o braku bliskości i są jej zaprzeczeniem”.

 

Bliskość w realnym życiu

 

Trudno jest nie poddawać się tym przekonaniom. Każdy z nas ma w sobie jakieś szkodliwe pozostałości z przeszłości, także bezkonfliktowa sielanka między dwojgiem ludzi jest w zasadzie niemożliwa. W długotrwałych związkach konflikt prędzej czy później musi się zdarzyć, bo prawdopodobieństwo, że osoba niechcący trafi w niezagojoną ranę lub uraz jest prawie stuprocentowe. A mamy sporo takich bolących miejsc, których dotknięcie przenosi nas w przeszłość i każe reagować irracjonalnie z punktu widzenia aktualnej sytuacji. Dlatego tak trudno nam się zbliżyć do drugiego człowieka bo to sprzyja ujawnianiu głębokich i bolesnych problemów. Bliskie związki są wobec tego z góry narażone na kryzysy. Nie zawsze druga strona jest gotowa wysłuchać opowieści o trudach przeszłości i dawnych urazach, często też nie wie jak na nie reagować. Nie każdy partner decyduje się na bycie „terapeutą” choć zdarza się, że bliscy ludzie są nimi dla siebie nawzajem. Częściej jednak kłócimy się albo zamykamy w sobie obrażając się, unikając najpierw rozmowy potem kontaktu w ogóle, wycofujemy się pozostając z poczuciem niezrozumienia i rozczarowania bliskimi relacjami z ludźmi.

 

Bliskość, która leczy

 

Co takiego dzieje się więc w bliskim kontakcie czy to w osobistym czy terapeutycznym, że człowiek zaczyna czuć się lepiej?  Wszystkie składowe bliskości takie jak: poczucie wspólnoty, autonomia, wzajemność, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, wrażliwość, akceptacja, serdeczność mogą  w znacznym stopniu przyczynić się do poprawy samopoczucia. Gdy w relacji np. terapeutycznej człowiek poczuje, że może się otworzyć i zaufać, że jest akceptowany i bezpieczny, to możliwa staje się praca nad dawnymi głębokimi urazami, która polega m.in. na próbie ich zrozumienia, identyfikowaniu ich i oswajaniu, odreagowywaniu, nadawaniu im znaczenia, eksperymentowaniu z nowymi zachowaniami. Niezliczone możliwości stwarza także grupa terapeutyczna, poprzez wspólnotę przeżyć i doświadczeń dawnych i aktualnych. Nie każdy jednak po taką pomoc chce sięgnąć tkwiąc w swoim osamotnieniu i izolacji.

 

Gwen Brown w swoim artykule pisze „Tkwi w nas głęboka rezygnacja i przeświadczenie, że właściwie nie mamy żadnych szans na autentyczną pomoc w leczeniu naszych najdotkliwszych ran. Wciąż od nowa podejmowaliśmy próby uzyskania takiej pomocy w radzeniu sobie z uczuciami, aż w końcu poddaliśmy się i przyjęliśmy sztywny, nieskuteczny sposób dawania sobie z nimi rady. W gruncie rzeczy wycofaliśmy się. Wielu z nas pozostawiono samym sobie tak długo, że teraz – gdy ktoś może poświęcić nam nawet więcej uwagi niż potrzeba – nie jesteśmy w stanie tego zauważyć.  Przeciwnie, trwamy w swojej chronicznej izolacji i bronimy jej, przywołując wszystkie irracjonalne uzasadnienia, które każą nam wierzyć, że to nie jest właściwy moment i że obecność osoby pomagającej to za mało”

 

No dobrze ale po co nam to wszystko?

 

Jeśli nasze wczesne doświadczenia związane z bliskością nie dostarczyły nam pozytywnych wspomnień a dużo negatywnych często wolimy „oswojone piekło od nieznanego raju” i nie chcemy nawiązywać bliskich relacji. Musi pojawić się jakaś dodatkowa motywacja np. zakochanie, pojawienie się dziecka, uczestnictwo w terapii itp. aby zacząć próbować znów być blisko.

 

Co takiego jest w bliskości, że jest przedmiotem naszych ciągłych pragnień mimo dużego obciążenia ryzykiem związanym z odrzuceniem? Bliskość pozwala leczyć cierpienie, które nosi się ze sobą z przeszłości i to które jątrzy się dzisiaj, np. boleśnie niskie poczucie własnej wartości. Bliskość jest wsparciem w trudnych momentach, pozwala doświadczać radości, zadowolenia i satysfakcji z życia. Bliskość w dużym stopniu zależy od naszych decyzji. I mogą to być decyzje małe typu od dziś reaguję na potrzeby dziecka czy partnera albo używam zdrobniałej formy jego imienia po bardzo poważne jak decyzja nie ukrywania swoich uczuć a szerzej – życia w prawdzie.

 

Nie bierność i czekanie aż „coś” się wydarzy a aktywne dążenie do bliskości stwarza bliskość.

 

Literatura:

  • Brown, G. (1990). Bliskość – najlepszy sposób na urazy. Nowiny Psychologiczne, 1-2 (66-69)
  • Dodziuk, A. (2006). Bliskość, która uzdrawia i uszczęśliwia. Warszawa: Instytut Psychologii Zdrowia.
  • Wojciszke, B. (2010). Psychologia miłości. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

 

Karolina Żuk – mgr psychologii, absolwentka SWPS Uniwersytetu Humanistycznospołecznego w Warszawie. Uczestniczy w czteroletnim szkoleniu psychoterapeutycznym w szkole Psychoterapii Poznawczo-Behawioralnej Uniwersytetu SWPS. Jest również absolwentką studiów podyplomowych z zakresu Psychosomatyki i Somatopsychologii Uniwersytetu SWPS. Współpracuje z Niepublicznym Zakładem Opieki Zdrowotnej „Akson” w Olsztynie.

Reklama

Join the discussion 7 komentarzy

Leave a Reply